Księga gości

2012
styczeń
2011
styczeń
2010
styczeń
2009
grudzień
listopad
lipiec
2008
grudzień
czerwiec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
maj
marzec
2006
listopad
październik
wrzesień
lipiec
czerwiec
kwiecień
luty
styczeń
2005
grudzień
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2002
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec






Adres: Wiwern
   
I tak

Ok , spoznilem, sie, sorry, mialo byc pierwszego stycznia. 
Ze zmian - zmienilem samochod.
Praca ta sama, żona ta sama, dziecko to samo. Mieszkanie też to samo. 
Nuda panie. 



wiwern 2012-01-03 02:52:06
skomentuj (0)
Zmiany zmiany zmiany

Zmiana mieszkania - w ciągu 2 miesięcy udało sie:
    sprzedać jedno mieszkanie,
    wynająć drugie do czasu zakupu,
    zrobić małą generalkę ,  a przynajmniej w planach to było tylko małe skuwanko tu i tam.
    nabyć drugie, ciągle w trakcie pogłębiającej się generalki,
    zapłacić własnym ukochanym autkiem ekipie budowlanej która z obłedem w oczach robiła wszystko jednocześnie.
    przeprowadzić, do schnących jeszcze tapet i parkietów.
    i zostawić to wszystko na 3 tygodnie wakacji w ciepłych krajach.
 Następna przeprowadzka najszybciej za 5 lat i absolutnie bez żadnego pośpiechu. 
Ale myślę se - po paru miesiącach wytchnienia poremontowego - było warto.

wiwern 2011-01-01 03:44:03
skomentuj (1)
Czas zamkniętych sklepów

dokonania,zmiany, postępy, klęski:
-zero
-zero
-zero
-zero

Ten rok upłynal pod rozpaczliwym i beznadziejnym wezwaniem do oszczędzania pieniędzy. 
Nie udało sie odłożyć nic, natomiast mam przećwiczoną całą górę sposobów i sposobików jak tu wydawać tak żeby nie wydać. 
Najbardziej skuteczny okazuje sie okres świąt bożego narodzenia - udało się wytrzymać cały pierwszy dzień świąt , absolutnie bez żadnej wizyty w sklepie.  Na drugi dzień, cóż, skończył się alkohol...
Ale i tak święta w tym roku doceniłem głównie z tej prostej przyczyny, że był to czas zamkniętych sklepów. Tak jak kiedyś z ulgą powitałem 
odstawienie telewizji, tak teraz odstawienie zakupów zdecydowanie wpłynęło pozytywnie na jakość życia konsumenta Wiwerna. Na krótko, ale zawsze coś. 




wiwern 2010-01-01 17:22:03
skomentuj (1)
I ja tam byłem, miód i wódkę piłem.

Tak, pamiętam jak dziś.
Może sobie tego nie wyobrażacie, ale możecie mi wierzyć, że kiedyś nie było google wave.
I ludzie też jakoś żyli. Niewiarygodne prawda?

Z cyklu "notatka z przyszłości"
wiwern 2009-12-03 22:12:09
skomentuj (0)
Świąteczne święto konsumpcji

Dwie oznaki wskazujące na to że nieuchronnie stajesz się wapniakiem. 
- pod choinką znajdujesz skarpetki
- stwierdzasz że jest to nawet całkiem dobry prezent.

wiwern 2009-12-01 02:07:23
skomentuj (0)
Uprzejmość po polsku

Przystanek, godziny poranne, zimno jak to w pazdzierniku. Stoje. 

Podjezdza autobus, wsiadam z ulga bo cieplo w srodku i nawet muzyczka jakas leci. A autobus w dodatku przyspieszony, omija zbędne przystanki. Opieram sie kultularnie o sciane, bo siedzenia są dla starszych i slysze z glosnika.

-Serdecznie witam nowych miłych pasażerów. 

Zdziwiony nieco, rozgladam sie dookola - ludzie normalni , mili jak mili, stoją ,siedzą, śpią. Hm, widocznie kierowca jakieś radio ma ustawione dziwne czy cos? Ok, jedziemy dalej. Zbliżamy się do następnego przystanku, na którym nie stajemy, bo jest to przystanek dla nie przyspieszonych autobusow. Ale co to? Autobus zwalnia i wpuszcza jednego zmarznietego goscia i słyszę znowu z głośników:

-Tak mi sie ciebie szkoda zrobiło, jak widze jak tak marzniesz. Ja tu codziennie jade rano to cie wpuszcze zawsze. 

Koleś spanikowany uciekł gdzieś na koniec autobusu. O co tu chodzi,  to faktycznie ten kierowca tak gada? Rzut okiem na pasażerów, wszyscy bardzo zajęci swoimi sprawami, albo może anglojęzyczni. Zero reakcji i komentarza. Oho, myslę, będzie ciekawie. 

Przystanek przy szkole i głosnik:

-Dziekuje miłym pasażerom za jazdę, dzieciom życzę bezpiecznej drogi do szkoły, dobrej nauki i miłego czasu po szkole. Do zobaczenia.

  Pasażerowie nadal anglojęzyczni, wysiadają z kamiennymi twarzami, nikt nic nie powie. Wsiadają nowi, jeszcze niezorientowani i 

-Witam serdecznie nowych miłych pasażerów. Jesteśmy już w połowie drogi do dworca, mamy bliżej niż dalej. Przynajmniej odległościowo, bo czasowo to jeszcze będzie z pół godzinki przeciskania sie przez korki. Miłej podróży życzę. 

Nowi rozglądają się z panika  po ludziach, starzy przyglądają się im z lekką satysfakcją, widząc te dezorientację. Ale, oczywiscie, kamienna mina nadal obowiązuje. Jeden kichnął. 

-Na zdrowie, komu się tam kichnęło- dobiega z głośników. 

  I tak dojechaliśmy do dworca, gdzie kierowca życzył nam miłego dnia i pożegnał czule.  Żaden z pasażerów nie dał się sprowokować , wszyscy wysiedli w ciszy. 

 


wiwern 2009-11-15 00:56:31
skomentuj (0)
Grypy, wirusy , zombielandy i inne teorie spiskowe

Rady i porady na trudny czas świnskich, ptasich i ludzkich gryp.
Tudzież na medyczne korporacje typu Umbrella Corp, czy inne spiski o władzy globalnej.
Dwie proste czynnosci o fundamentalnym znaczeniu:
- Wyspać się do woli. Zdrowy sen czyni cuda.
- Najeść się do syta. Pizza i piwo nie jest na recepte.

Reszta to  dodatki. Wyspany i najedzony wiwern to szczęśliwy wiwern. 
PS. może mniej telewizji?


wiwern 2009-11-14 03:07:05
skomentuj (0)
Dialogi sklepowe

-To co bys chciala córeczko?
Córeczka, w wieku lat ok 4 , rozgląda się po uginających się regałach lśniących pudełek, myślać zapewne
"skąd mam wiedzieć, w takim wyborze i dorosły głupieje, a nie małe dziecko. "
Matka wypatrzyła puzelki.
-No to może puzelki  z księżniczką?
Bierze do ręki pudełko, nie są co prawda różowe, ale z księżniczką, może być.  Niestety zza pudełka wyłania się następne,
z grą, bardziej kolorowe.
-Ja bym chciała o to to! - dziewczynka pokazuje  grę.
-Niee, to za trudne dla ciebie, nie wiedziałabyś jak się to obsługuje. - matce wyraźnie nie bardzo widzi się wizja tłumaczenia reguł, i współnego grania, nie po to jest zabawka żeby się bachor potem rodziców czepiał o wspólne granie.
-No to może ten samochodzik obok?- Dziewczynka spolegliwie rezygnuje z gry.
-No co ty!! - Matka dostaje wytrzeszczu. Przecież on nawet różowy nie jest. Zdecydowanie nie jest różowy.
-No samochodzik wiem jak się obsługuje!
-Daj spokój, ojciec by mnie do domu nie wpuscił jakbym ci samochód kupiła! To jak,zobacz jaka fajna księżniczka, prawda? 


wiwern 2009-11-12 21:45:23
skomentuj (0)
Szczedryk

Jedna z najbardziej magicznych pieśni jakie znam. Zaanektowana przez Kosciół, ale pod słowami i w melodii kryje się magia
pogańska. I niech ktoś mi powie że magia nie istnieje...

Schedryk
wiwern 2009-11-05 23:21:08
skomentuj (0)
Globalizacja rules

Mało brakowało, a ja, Polak, kupiłbym w Niemczech samochód z francuskim silnikiem, produkowany w Holandi, według japońskiego projektu.

Zastanawiam się, czy bedzie piekny jak francuz i bezawaryjny jak japonczyk,
czy moze nudny jak japończyk i badziewny jak francuskie barachło?



wiwern 2009-11-03 20:02:58
skomentuj (0)
im wiecej mozna, tym mniej sie chce

Starzeję się najwyraźniej.
Ale, ta dzisiejsza młodzież to jest jakieś nieporozumienie normalnie.
Żeby takie nie miało żadnych zainteresowań? Za moich czasów..  I co to z tego wyrośnie..
W dupach się im poprzewracało, jako rzecze wieszcz.


wiwern 2009-11-02 23:00:18
skomentuj (0)
1 listopad

Szaro, zimno  i do domu daleko.
Ci którzy żyją, odwiedzają swoje wspomnienia.
Wygladają na pogodzonych z losem.
Wiedzą że skończą tak samo?
wiwern 2009-11-01 21:30:40
skomentuj (0)
No i co

Mam czas na bloga, naprawde.
Tylko nie mam wtedy dostepu do klawiatury.
Z drugiej strony, mam siedze nad klawiatura jakieś 3/4 swojego życia, albo 2/3 albo jakoś tak, nie wiem, nie bylem  nigdy dobry w liczbach.
Ale wtedy nie mam czasu na bloga.
Dziękuję za życzenia noworoczne, nie szkodzi ze nie bylo wielkanocnych. Obiecuję napisać coś na kolejne świeta, jak co roku, ostatnio.
Ostatnio wydłużyło mi się niepomiernie ostatnio.  Nie zanosi się, żeby się skróciło w dającej się przewidzieć przyszłości.
Bzdura, bo przyszłość w ogóle nie daje się przewidzieć, za wyjątkiem może tych wrażliwców, co to ją przewidują. Ale przecież to nie ja.

Rok jaki byl, hm.
Niezwykły. Wymagający.
wiwern 2009-07-27 23:34:30
skomentuj (0)
ok, koniec

roku sie zbliza, trzeba cos napisac.
wiwern 2008-12-27 15:34:47
skomentuj (3)
Paryz w kilku krokach

Czas chyba najwyższy wrócić do pierwotnego tematu, jakim jest wycieczka do Paryża. Jechałem tam z przekonaniem, ze jest to może nieco większe miasto. Nie oczekiwałem dużo, w końcu taka Warszawa na przykład nie jest jakimś cudownym tworem. I faktycznie, pierwszego dnia specjalnego zachwytu nie było. Rundka samochodem z samolotu do hotelu, gdzie okazało się ze mój pokój jeszcze nie jest gotowy, zupełnie jak w Polsce. Recepcjonistka przydzieliła mi od reki inny pokój, co już się nieco odróżniało od Polski. A potem, dzień po dniu, Paryż zdobywał kolejne punkty.

Punkt pierwszy - komunikacja miejska. Metro/Rer/scnf czyli rozmaitej maści kolejki są wszechobecne. Można dojechać wszędzie. Przystanki metra są średnio co pół kilometra od siebie w całym mieście, co oznacza ze w najgorszym razie, do najbliższej stacji jest 250 metrów. Linii metra jest kilkanaście rożnych, jadących w rożne strony, wolniej, szybciej, pod ziemia, nad ziemia, wszędzie. Nawet Sekwana nie stanowi problemu, metro przejeżdża pod spodem tak ze można się nie zorientować po której stronie brzegu się aktualnie człowiek znajduje. Albo po środku - na wyspie, bo tam również jest przystanek metra. Co za tym idzie, dworce oferują znaczne możliwości przesiadek, do wyboru są co zawsze co najmniej 3 linie, a często więcej - jak w przypadku Chatellet Les Halles , ogromnej stacji upstrzonej tabliczkami i strzałkami w rozmaite strony, tak ze człowiek przechodząc przez dworzec czuje sie jak na podchodach. Każdy w zasadzie dworzec jest obwieszony tabliczkami z kierunkami, liniami, na większości stacji nad peronem wisi ekran wyświetlający ilość czasu do przyjazdu najbliższego pociągu w dana stronę. Słowem - pomimo upchania wielopoziomo sporej ilości peronów i wielu linii w rożnych kierunkach - biedny polski turysta bez problemu porusza sie nawet po najbardziej skomplikowanej stacji - z wyjątkiem La defence, ale to jest juz zupełnie inna sprawa, do której wrócę potem. Co więcej, w kazdym pociagu nad drzwiami wisi lista przystankow na ktorych pociag sie zatrzymuje wraz z opisem mozliwosci przesiadek na kazdym z tych przystankow. Jedyne co pasazer musi wiedziec - to jest punkt docelowy do ktorego chce dojechac. To wystarcza. Metro w godzinach szczytu odjezdza co 2 minuty, nie ma wiec tez specjalnie sensu martwic sie rozkladem jazdy, lub tez ze nie zdazy sie przesiasc na kolejne metro. To po prostu w jakis magiczny sposob dziala. I ciagle po dworcach przewalaja sie tlumy ludzi w kazdym kierunku. Caly dzien, usmiechniety obojetnie tlum wsiada lub wysiada z metra. Co ciekawe, tam sie nikt nie spieszy. Pomimo tloku, ktory w godzinach szczytu zdarza sie w RERze, nikt sie nie wciska, nie przepycha. Bardzo uprzejmy, roznorasowy, roznokolorowy tlum.

 

Samo metro wystaczylo zebym poczul te spoleczna roznice - francuzi sa spolecznoscia bardziej rozwinieta etycznie, czy tez po prostu sa spoleczenstwem ktore dluzej zylo sobie w dobrobycie, w stabilnej politycznie sytuacji. Sa potencjalnym obrazem spoleczenstwa, ktorym my mozemy stac sie w przyszlosci, dlatego tez bardzo bylem ciekawy roznic pomiedzy Polakami a Francuzami.

Pomimo podobych zdawaloby sie kultur, roznice jednak sa czasem bardzo duze. Drobne szczegoly, ktore zebrane razem powoduja ze Francuz zachowuje sie zupelnie inaczej niz Polak. Zaczynajac juz od piaskownicy - widoczne sa roznice. Francuzi cenia sobie przede wszystkim samodzielnosc i tego ucza swoich dzieci. Tymczasem, my stawiamy bardziej na posluszenstwo. Stad tez zupelnie inne szkolne srodowisko. Nie ma sciagania, nie ma tez dzielenia sie wiedza, materialem do wkucia - jest to wielka banda indywidualistow z ktorych kazdy stara sie isc swoja droga. Natomiast Polacy zdecydowanie wola wspolprace grupowa, wspolne wkuwanie i wspolne sciaganie. Niestety, zaawansowane spoleczenstwo indywidualistow ma tez swoje wady, przynajmniej z mojego punktu widzenia. Nie zauwazylem specjalnie wiezi rodzinnych, jestesmy zdecydowanie bardziej rodzinni niz Francuzi. Moze to efekt dobrobytu, czy tez tego nacisku na samodzielnosc. Moze nasze rodziny trzymaja sie razem, bo warunki zycia sa ciezsze, moze dlatego ze u nas rozpowszechniony jest kult matki polki, ktory jest zupelnie nieobecny w Paryzu. Co widac na pierwszy rzut oka, to zupelny brak udogodnien dla dzieci. Nie ma podjazdow dla wozkow, przejscie przez metro z wozkiem jest juz nie lada wyczynem, z wyjatkiem moze kilku nowoczesnych stacji zaopatrzonych w windy. Przewazajaca jednak wiekszosc stacji zmusza matki do przeciskania wozki przez automatyczne waskie drzwi czy przenoszenia wozka po schodach. Zupelnie nieznane jest zjawisko samoistnego tworzenia sie grup zainteresowan matek ktore razem chodza na spacery i dyskutuja na temat wyzszosci Pampersow na Huggiesami czy vice wersa. Francuzi stawiaja na praktyczne rozwiazania, a wychowywanie dzieci najwyrazniej nie wydaje sie praktyczne, znacznie bardziej liczy sie rozwoj samodzielny. Podobnie nieciekawe zycie maja osoby starsze - zyja sobie same dopoki sa samodzielne, potem trafiaja do domu starosci i nie budzi to zadnego zdziwienia. Rodzina we Francji znaczy duzo mniej niz w Polsce. Co oznacza, ze zapewne Polakow czeka to samo o ile utrzyma sie nasz kapitalistyczny dobrobyt. Z drugiej zas strony, francuski indywidualizm ma tez swoje zalety - przede wszystkim, przepisy i systemy sa tworzone dla wygody ludzi. Widac to na kazdym w zasadzie kroku. Drobne roznice, ktore zebrane razem daja jednak znaczacy efekt. Na przyklad wszystkie autobusowe przystanki w Paryzu sa na zadanie. Z jednej strony jest to podejscie praktyczne - kierowca nie musi stawac tam gdzie nikt nie chce. Z drugiej strony - jesli ktos jest na przystanku, autobus zatrzyma sie zawsze. Typowy przyklad, jak mozna pogodzic praktyczne rozwiazanie z jednoczesnie bardzo ludzkim zachowaniem. To co w Polsce tymczasem sie widzi, to jest przepis dla przepisu, autobusy obojetnie omijajace zatloczone przystanki bo tam akurat nie maja obowiazku stanac. Nawet biurowe automaty wydajace wode sa inne - maja kranik na wysokosci reki , tak ze mozna napelnic swoj kubeczek nie schylajac sie. Polskie automaty maja kranik na tyle nisko, ze trzeba wrecz przykucnac - bardzo wygodne rozwiazanie dla pana ktory zaklada na taki automat butle z woda, wygoda uzytkownika jest tutaj kompletnie zignorowana. Kolejnym przykladem sa trawniki. W Paryzu, o ile nie jest to wyraznie zabronione, mozna sie polozyc na kazdym trawniku, rozlozyc sobie koc, porozstawiac butelki z winem, jedzenie i tak siedziec do poznego wieczoru. I jest to powszechnie praktykowany zwyczaj wszedzie, obojetnie czy jest to Luwr, czy trawnik przed wieza Eiffla. Francuskie trawniki sa dla ludzi, a nie dla psow. Nastepna drobna roznica - ludzie na ulicach usmiechaja sie do siebie. Jest to zdawkowy, przelotny usmiech, ten pierszy kontakt, ma jednak olbrzymie znaczenie. Wstajac rano w paryzu i wychodzac na ulice, kupujac jakas bulke do zjedzenia na sniadanie - wszedzie tam czlowiek spotyka sie z drugim usmiechnietym czlowiekiem. Obowiazuje niepisana regula - nie psuc humoru drugiemu. I to naprawde dziala, widok usmiechnietej pani sprzedajacej buleczki rano potrafi wprawic w dobry nastroj na caly dzien. Jest to tak naprawde pusty gest, bo Francuzi nie interesuja sie twoimi problemami. Ale dziala naprawde bardzo dobrze, to wystarcza zeby w dobrym nastroju spedzic dzien. I to jest punkt drugi , ktorym Paryz zdobyl wyrazna przewage nad Polska. Jakis czas temu przeszedlem sie do polskiej galerii handlowej, wielkiego budynku wypelnionego sklepami. Po pol godzinie bylem umordowany, a dokolola przewalal sie tlum odstawionych pozerow przechadzajacych sie po sklepach jak na wybiegu czy na pokazie mody. W paryzu takie same, albo i wieksze hale nie mecza, bo wszedzie widzi sie usmiechnietego czlowieka. Kazdy sprzedawca mowi ci dzien dobry, czasem o cos zagada, kilka drobnych gestow, usmiech w windzie - to naprawde zamienia zakupy w mile spedzony czas. Kompletny szczegol, ale po powrocie do Polski, atmosfera hipermaketowego ponizania klienta bardzo rzuca sie w oczy. Mentalnosc polakow daje sie jednak odczuc. Polacy wypadaja na zdolowanych frustratow z problemami. A jesli ktos usmiecha sie radosnie - to niechybnie jakis podpity gosc, co ma dobry nastroj z definicji. Co nie znaczy, ze tak faktycznie jest, Polacy zdecydowanie bardziej przejmuja sie drugim czlowiekiem, czy tez bardziej sie integruja chocby w zwyklym pociagu. Mam nadzieje, ze uda nam sie pogodzic dobre strony obu spoleczenstwa, ten mily usmiech na dzien dobry i polskie faktyczne zainteresowanie cudzymi problemami.


Punkt trzeci - kartezjanizm . Francuzom wpaja sie praktyczne podejscie do zycia. Praktyczne czyli dla ludzi. To sa wspomniane juz wczesniej automaty na wode czy autobusy na zadanie. Ale tez takie praktyczne podejscie sprawia, ze francuzi zainteresowani sa i stawiaja na rozwoj mysli technicznej. A przy tym, cenia sobie na tyle oryginalnosc, ze to co wyprodukuja jest naprawde ladne i wygodne. Przykladem znowu moze byc drobiazg - francuski noz, a w zasadzie kozik. Produkowany od wielu lat przez rodzine Opinel. Nozyk taki nabylem sobie i zaopatrzylem tez swoja rodzine. Prosty scyzoryk z drewniana raczka i ostrzem z dobrej stali, spodobal sie wszystkim. Polecam, zwlaszcza ze stali inox jest bezobslugowy. Kolejne przyklady mozna znalezc wszedzie. Francuzi maja swoja TGV, pociag wielkiej szybkosci - naprawde robi wrazenie, a po drugie, trase Paryz - Londyn robi sie w takim samym czasie, jesli nie szybciej, co samolotem. Inny przyklad - budownictwo. Francuzi maja duzo odwagi w realizowaniu zwariowanych projektow architektonicznych. Od biblioteki narodowej zaczynajac, poprzez wieze Eiffla, na La Defence z Grand Arche konczac - te budynki swiadcza o dumie francuzow ze swoich technicznych umiejetnosci i z drugiej strony o sporej smialosci. Ich konstrukcje moga albo przerazac, albo zachwycac - malo kto przechodzi obojetnie. I faktem jest ze kompleks biurowcow La Defence jest zapewne trudnym psychicznie miejscem do stalego zamieszkania, sporo francuzow probowalo skoczyc z tego wielkiego luku na dol - dla przejezdzajacego turysty czy tez jako miejsce do pracy, jest to po prostu wyrazny triumf mysli technicznej nad natura. Pokaz sily.



wiwern 2008-06-04 00:32:18
skomentuj (1)
 

{smscontact}